Posty

Wyświetlam posty z etykietą autostop

Noc w Kraju Basków

Obraz
Krople deszczu spływają po szybach samochodu. Na szczęście przestaje padać, kiedy chłopak podrzuca nas na zapomniany parking, który jego zdaniem jest wspaniałym miejscem do znalezienia dalszego transportu. Ni z tego, ni z owego znajdujemy tam jednak jedynego polskiego TIRa. Kierowca niespecjalnie miły. Właściwie zgodził się nas zabrać do Irún. Sęk w tym, że jechał następnego dnia o 5.15. Na dodatek nieuprzejmie się wyraził, że nie obchodzi go, gdzie będziemy spały. Błyskawicznie uniosłam się honorem i stwierdziłam, żeby się o nas nie martwił, damy sobie radę, coś znajdziemy i rano o 5.00 wrócimy.  Pojawiło się tylko pytanie – co ze sobą zrobić? Nasz namiocik zagubił się, a i tak niewielki byłby z niego pożytek, bo akurat zaczęło padać. Zaczęłam się zastanawiać, czy dałybyśmy radę przeskoczyć parkan, który widać było w niedalekich krzakach, i czy rozsądnie byłoby spędzić noc w budynku, który wyglądał na opuszczony… 

Saragossa

Obraz
Saragossa, arena dla byków Błąkając się w pobliżu katedry, znalazłyśmy się na uliczce, która nosi nazwę Once Esquinas (czyli „11 rogów” lub też „11 winkli”). Szukałyśmy wspomnianych rogów, ale udało się odnaleźć tylko dwa. Może to przez kryzys gospodarczy?  Saragossę znałam dosyć dobrze, bo mieszkałam tam prawie rok podczas wymiany studenckiej. Miałam też nadzieję, że podczas tej podróży pokażę Agnieszce miejsca, które znam, a przy okazji spędzimy trochę czasu z moimi hiszpańskimi przyjaciółmi. Ale stało się inaczej. Większość moich znajomych wyjechała na wakacje i przez to wspaniała stolica Aragonii straciła dla mnie mnóstwo uroku. W tym momencie do mojej podróży dołączył niechciany towarzysz – zniechęcenie.  * Obiadek jemy na ławce w parku. Jest ciepło, ciepło, ciepło, a ja zmęczona, zmęczona, zmęczona. Leżę na trawniku wśród szyszek, nad głową palmy i zielone papużki. W nieckach fontann pływają zeschłe liście. Nadal nie wiemy, co z noclegiem. Jest tu jakiś park, ...

Miasto skał/biały Renault Kangoo

Obraz
Nájera zauroczyła mnie czerwonymi skałami, które ją otaczały. Jedna z ulic kończyła się pionową skałą, co robiło niesamowite wrażenie. (...) Ponieważ Nájera leżała na uboczu, perspektywa wydostania się z niej nie przedstawiała się zachęcająco. Ale trzeba próbować. Po pewnym czasie zatrzymało się dwóch młodych Hiszpanów, inżynierów od budowy dróg, którzy jechali tylko do następnej miejscowości, ale nadłożyli dla nas drogi i zabrali do wsi Belorado. Tak jak większość spotkanych Hiszpanów, byli zdziwieni. ¿Autoestop? – mówili – Ahora nadie lo hace. „Teraz nikt tego nie robi”. My byłyśmy właśnie  tymi nadie .  W Belorado znowu mijało nas obojętnie wiele samochodów. Minął nas również biały Renault Kangoo, po czym... zatrzymał się kilkaset metrów za nami i cofnął. W środku siedziała dziewczyna, wyglądająca na niewiele starszą ode mnie, która z uśmiechem zaproponowała podwiezienie do Burgos – a potem przenocowanie u siebie, i był to jeden z lepszych noclegów, jaki wspominam z...

Stopem do Santiago i z powrotem? Dlaczego nie!

Obraz
Mamy zaszczyt i przyjemność zaprosić Was do lektury naszej książki "Stopem do Santiago i z powrotem". W 2010 roku dwie odważne, choć niezbyt mądre kobiety - Anna i Agnieszka (czyli ja) - wybrały się w podróż życia. Najpierw pojechałyśmy stopem do Hiszpanii. Przez następne dwa tygodnie przemierzyłyśmy ponad 300 km do Santiago de Compostela. Na koniec wróciłyśmy do Polski, oczywiście stopem. Rodzina i przyjaciele byli bardzo spragnieni naszych opowieści, więc opowiadałyśmy, po kolei i każdemu. Aż nastał moment ślubu i wesela Ani. Jeden z wujków, który po weselu podwoził mnie do domu, zapytał: "dlaczego nie napiszecie książki o Waszej podróży?" Właśnie, dlaczego nie? Zapraszamy Was zatem do lektury. Na razie tylko fragmenty na blogu, ale już za kilka dni będziecie mogli kupić książkę, w wersji papierowej lub elektronicznej. Zróbcie sobie przyjemność pod choinkę albo na początek 2019. Z Nowym Rokiem nowym krokiem! Do Santiago albo gdziekolwiek indziej.