Posty

Wyświetlam posty z etykietą santiago de compostela

Po drodze na Fisterrę

Obraz
Upał wysysa z nas życie. Dochodzimy do wioski, gdzie miało być albergue . Tam spotykamy dwie Niemki, które razem z nami wyruszały z Avilés. Są też Australijczycy. Kiedy wreszcie przychodzi hospitalera , żeby nas zakwaterować, okazuje się, że nie ma miejsca dla wszystkich. Australijczycy lokują się na drewnianych paletach ułożonych na klepisku – zimno, za to pod dachem. My rezygnujemy ze spania w albergue , szukamy we wsi cichego kątka, gdzie można postawić namiot. Cóż, skoro wszystkie skrawki ziemi mają swoich właścicieli, których akurat nie ma w domu. Jedyne dobre (i bezpańskie) miejsce to placyk przy kaplicy, ale pech chce, że jest tam też cmentarz. Tłumaczę Ani, że martwi nas nie zaatakują, to mogą zrobić jedynie żywi, jednak Ania kategorycznie nie chce w tym miejscu spać. Bezradne, wracamy do hospitalery . Bierzemy ją na litość. Strategia okazuje się skuteczna – kobieta z właściwą Hiszpanom wylewnością mówi, że ona jest wariatką i my jesteśmy wariatkami, dlatego da nam klucz do...

I anioły mają doły

Obraz
Śniadanie jemy przy starej pustelni. Wiatr zdmuchuje nam papiery z kanapek, zatrzymują się na parkanie. Próbuję je zebrać i okazuje się, że mogę poruszać się tylko na czworakach. Przemek śmieje się ze mnie, ale ten śmiech nie wychodzi mu na dobre. Wiatr porywa tym razem jego rzeczy i on też ma problem z dwunożnym przemieszczaniem się. Drobny, przenikliwy deszcz na przemian ze palącym słońcem – co wyschliśmy, to nas znów zmoczyło. Na koniec kryzys dopadł całą naszą czwórkę. Przemek mówi: nawet anioły mają doły.  Przemek pochodzi ze wschodniej Polski i ma to, co najbardziej fascynujące w mężczynach z tamtych stron. Są oni tak twardzi, że przeszliby przez Syberię w kapciach – a jednocześnie tak czuli i wrażliwi, że płaczą przy dźwiękach hymnu narodowego. I nie kryją tych łez.

Pierwszy dzień na szlaku

Obraz
Przemek, Ela i Ania - Agnieszka robi zdjęcie Idziemy Camino del Norte , jednym z mniej uczęszczanych szlaków. Malownicza droga prowadzi przez góry, pagórki, lasy, brzegiem oceanu... W takim terenie łatwo jest stracić z oczu żółte muszelki i zabłądzić. Dużą pomocą okazał się hiszpański przewodnik zawierający lokalizacje restauracji, barów i bankomatów, ale też wskazówki, gdzie trzeba szczególnie uważać, żeby się nie zgubić.  Podzieliliśmy się na małe grupki. Nas jest czwórka – my z Anią, Ela i Przemek. Ania z Przemkiem zwykle idą z przodu, ja i Ela zabezpieczamy tyły. Pierwszy dzień wędrówki – 43 kilometry (w przewodniku jest o 10 kilometrów mniej, ale doliczam jeszcze te „wypracowane” podczas szukania właściwej drogi). Uff! Ale za to piękne krajobrazy. W zaroślach zielono-błękitnego lasu znajduję pomocnika w wędrówce – kij, który moja babcia nazwałaby kosturkiem. Domy w ciepłych, ceglastych kolorach, wioski, w których niespiesznie toczy się życie. W centrum jednej z nich – ź...

Stopem do Santiago i z powrotem? Dlaczego nie!

Obraz
Mamy zaszczyt i przyjemność zaprosić Was do lektury naszej książki "Stopem do Santiago i z powrotem". W 2010 roku dwie odważne, choć niezbyt mądre kobiety - Anna i Agnieszka (czyli ja) - wybrały się w podróż życia. Najpierw pojechałyśmy stopem do Hiszpanii. Przez następne dwa tygodnie przemierzyłyśmy ponad 300 km do Santiago de Compostela. Na koniec wróciłyśmy do Polski, oczywiście stopem. Rodzina i przyjaciele byli bardzo spragnieni naszych opowieści, więc opowiadałyśmy, po kolei i każdemu. Aż nastał moment ślubu i wesela Ani. Jeden z wujków, który po weselu podwoził mnie do domu, zapytał: "dlaczego nie napiszecie książki o Waszej podróży?" Właśnie, dlaczego nie? Zapraszamy Was zatem do lektury. Na razie tylko fragmenty na blogu, ale już za kilka dni będziecie mogli kupić książkę, w wersji papierowej lub elektronicznej. Zróbcie sobie przyjemność pod choinkę albo na początek 2019. Z Nowym Rokiem nowym krokiem! Do Santiago albo gdziekolwiek indziej.

Ręcznik i Pan Kanarek

Obraz
Namiot o poranku Pakując plecak na szlak św. Jakuba, bierze się rzeczy naprawdę niezbędne – odrzuca się wszelkie „a jeśli” i „na wszelki wypadek”. Pasta do zębów powinna być w jak najmniejszej tubce, szampon i żel w małych buteleczkach, ręcznik, trzy koszulki, spodnie najlepiej trzyczęściowe, żeby można je było szybko przerobić na dłuższe lub krótsze, bielizna, przewodnik, apteczka, kurtka od deszczu. A teraz wyobraźcie sobie, co się dzieje, gdy pielgrzym tak pieczołowicie przygotowany w trakcie pielgrzymki traci którąś rzecz z tego zestawu minimum. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Podczas porannego odpoczynku podszedł do nas pielgrzym z Wysp Kanaryjskich i oskarżył o kradzież ręcznika. Głównym podejrzanym stał się Przemek, a to dlatego, że… posiadał taki sam zielony ręcznik z Decathlonu, a ponieważ uciskały go szelki plecaka, dla wygody podkładał go tam sobie. Tak, że nie dało się ukryć, że Przemek ręcznik ma i pechowym trafem jest on identyczny z ręcznikiem Pana Kana...